wtorek, 13 marca 2012

Rozdział 7: Polowanie na Białego Królika

- Weźmiesz ze sobą to - Lord podał mi rewolwer wraz z pieniędzmi.
- A to po co? Idę tylko na zakupy. - ostrożnie podniosłam i obejrzałam dookoła broń.
- Nie sądzę żeby mieli białe króliki w sklepie - uśmiechnął się.
- Białe? Myślałam że to na obiad a nie na twoje nieprzespane noce...
- Bardzo śmieszne. Zabieraj się już i nie zapomnij o niczym z listy zakupów.

Założyłam płaszcz i buty, zabrałam klucze i opuściłam posiadłość. Przez dodatkowych lokatorów szybciej zaczęło ubywać jedzenia, więc częściej musiałam fatygować się na ogromne zakupy.
Postanowiłam wykorzystać jednak dzisiejszy dzień i trochę się zrelaksować. Zanim skierowałam się do centrum, postanowiłam odwiedzić moje ulubione 'Herbaty,zioła i antyki'.
Weszłam do środka, słysząc dzwoneczek, jakby mówiący 'Witamy'. W środku było dosyć ponuro jak na sklep tego rodzaju. Wszędzie stały zakurzone stare wazy, zegary, papirusy, skrzynie i jeszcze rozmaitsze rzeczy. Normalnego człowieka od razu odrzucił by też ciężki zapach pomieszanych wywarów herbacianych w środku. Na ladzie i za nią znajdowały się pudełka z mnóstwem  herbat i ziół. Podeszłam bliżej, przyglądając się uważnie nowej rzeczy. Była to drewniana figurka grajka tańczącego i śpiewającego. Przy niej były też figurki dzieci poukładane tak, by sprawiało to wrażenie, iż grajek właśnie te dzieci zabawia. Patetyczne.
Ktoś szybko odwrócił moją uwagę.
- W czym mogę pomóc, młoda damo? - spod lady gwałtownie wychylił się (muszę przyznać, że nieco mnie wystraszył) sam właściciel sklepu.
Był to wysoki brunet z długimi włosami, niemrawym spojrzeniem, ubrany w kapelusz i płaszcz . Jego głos był tak samo odpychająco skrzekliwy jak i zapach całego sklepu. Nie wydaje się młody ani też stary.
- To co zwykle. - Odparłam po czym westchnęłam ciężko. - Widzę że masz nowe zaopatrzenie - skierowałam wzrok na figurkę.
Zaśmiał się. - Prawda że urocze? Może skusisz się i także to zabierzesz do swej posiadłości?
- Wybacz, niestety dziś nie mogę sobie pozwolić na przyjemności.- wzruszyłam ramionami.
- A, panienka w pracy, czyż nie?Ale czy TO - wskazał na pakunek, który mi przekazał - czasem nie jest przyjemność?
Odpakowałam paczuszkę i zaciągnęłam się zapachem jej zawartości. Royal Earl Grey...
- Jak zwykle ma niezawodną jakość i zapach.
- W końcu kupujesz ją u mnie, nie ma co się dziwować. - zaśmiał się szyderczo. - A więc co dziś sprowadza cię do miasta? Czyżby twój Pan potrzebował ludzkich produktów by się zaspokoić?- podparł brodę na dłoni, posyłając mi zagadkowe spojrzenie.
- Bardziej niż on, to dwójka nowych potrzebuje.
- Nowych? - otworzył szerzej oczy - To 'panicz' zawiera nowe znajomości?
- Można tak powiedzieć... - Spojrzałam na zegar - Musze cię przeprosić, mam jeszcze dużo do załatwienia. Powinnam już iść.
- Rozumiem, rozumiem... Tak więc miłej pracy panienko, gdybyś czegoś potrzebowała, wiesz do kogo przyjść.
I tyle go widziałam.
Robiąc zakupy zauważyłam poruszenie wokół zniszczonej (wiadomo przez kogo) części hipermarketu. Policjanci rozkminiali nad czymś bardzo intensywnie. Pośród nich  dojrzałam znajomą osobę. Stał oparty o filar i raczej nie pałał zainteresowaniem do ogółu sprawy.  Nagle spojrzał prosto w moim kierunku. Coś przeszło pod moją skórą i sprawiło, że moja ręka powędrowała do bioder, do których przepasany miałam rewolwer. Natychmiast jednak zaniechałam tego i zaczęłam pakować zakupy. Wychodząc ze sklepu zauważyłam że za mną podąża. Szliśmy tak przez dłuższą chwilę, aż nie znaleźliśmy się w labiryncie budynków. Próbowałam go zgubić, jednak sama dotarłam do ślepego zaułku. Westchnęłam ciężko i spojrzałam za siebie kątem oka. Znów stał oparty o ścianę i przyglądał mi się milcząc.
- Czego chcesz? - zapytałam, odwracając się w jego stronę i stawiając torby na ziemi. Cały czas byłam gotowa by wyciągnąć rewolwer.
Nie odpowiedział. Odepchnął się od ściany, stając na wprost mnie. Czerwień z jego oczu błyszczała, a zwykle szare włosy wydawały się teraz śnieżnobiałe. Biały Królik. To mój obiad?
- Tak samo jak ty, ja też mam pracę do wykonania, więc myślę że rozumiesz, dlaczego cię prześladuje. - odezwał się po chwili ciszy. - Wybacz, ale mam zamiar skończyć ją dzisiaj, by potem mieć dużo wolnego. - Uśmiechnął się pewnie.
- Nie ciesz się, bo nie dam się tak szybko wyeliminować, Króliku - postanowiłam zrobić pierwszy ruch. Ruszyłam pełną parą na niego, próbując uderzyć go pięściami, on jednak blokował każdy cios. Był bardzo szybki, jednak przewaga była po mojej stronie. Po dłuższym czasie z równie dużą szybkością wyciągnęłam rewolwer i strzeliłam. Pudło?
- Shit! Podziurawiłaś mi ubranie!- odbił się od ściany łapiąc mnie za ramiona i rzucając mną. Wylądowałam na ziemi, szybko jednak wstałam i otrzepałam się z kurzu.
- Jeszcze martwisz się o ciuchy? - Tym razem on ruszył na mnie i zablokował mnie, przyciskając do ściany.
- Heh...przezorny zawsze ubezpieczony.
- Słucham!? - nagle za jego plecami ukazała  się ściana ognia. Zdezorientowany puścił mnie, by zobaczyć co się dzieje. Wtedy poczuł lufę rewolweru na skroni.
- Ty mała...
- Mam pewna propozycje, Króliczku - Lord zeskoczył z dachu kamienicy i podszedł do niego - Zostaniemy kumplami albo moja śliczna pokojówka odstrzeli ci łeb. Wybór chyba prosty.
- Chyba żartu-
- On nie żartuje- Akir podeszła do niego od tyłu. - Shane... proszę cię... Przyłącz się do nas... Sam dobrze wiesz czym jest twoja praca i jej nienawidzisz. Poza tym, nie masz konkretnego powodu żeby zabijać.
Znów nic nie powiedział. Odwrócił głowę w moją stronę. Z jakiegoś powodu zaczęły trząść mi się ręce.
Zaśmiał się.
- Ty... nie jesteś typem, który po prostu nacisnął by spust.
Otworzyłam szerzej oczy. Byłam tak zdenerwowana. Dlaczego tak mnie to uderzyło?
- Nie zrobi tego, dopóki jej nie rozkażę. - Lord wzruszył ramionami - Więc? Jaka jest twoja decyzja?

- A niech wam będzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz