Mijały kolejne dni, a ja wykonywałam swoją pracę, która polegała głównie na sprzątaniu posiadłości, bieganiu do sklepu po artykuły spożywcze i gotowaniu. Starałam się unikać kontaktu z moim panem, bo zazwyczaj kończyło się to upokorzeniem albo zwyczajną kłótnią. Jeny, obraził się nawet za to że nazwałam go młotkiem, bo nie wiem jak ma na imię.
Dziś znów wysłał mnie po zakupy. Na liście był przeważnie nabiał, podejrzewam że będę musiała upiec jakieś ciasto. Zapłaciłam kasjerce i już chciałam opuścić sklep, gdy ta nagle zapytała :
-Przepraszam, to nie moja sprawa ale...co ci się stało w oko?
Spojrzałam na nią z zaskoczeniem, jednak po chwili uśmiechnęłam się kpiąco.
- Mały wypadek.
---
Wyciągnęłam klucze z kieszeni i otworzyłam mosiężne drzwi. Zdjęłam z siebie płaszcz i skierowałam się do kuchni, która znajdowała się na parterze w lewym skrzydle domu, by schować zakupy. Gdy skończyłam, zaparzyłam herbaty i usiadłam na krześle, aby odpocząć. Usłyszałam jak otwierają się drzwi.
- Kagura.
Obejrzałam się za siebie. Stał przez chwilę w zamyśleniu, potem westchnął i usiadł naprzeciwko mnie.
- Kupiłaś wszystko?
- Tak.
- Dobrze. Czy mogłabyś przygotować dzisiaj jakieś smaczne ciasto?
- Ciasto?
Zdziwiłam się. Będziemy mieli gości? A co ważniejsze, wątpi w moje zdolności kulinarne?
- Tak, ciasto. Prosiłbym cię tez o nakrycie stołu dla czterech osób. Możesz wziąć ten obrus ze złotymi wykończeniami. Dobrze by było, gdybyś postawiła też kilka świec. Musimy zrobić dobre wrażenie.
Dobre wrażenie? No cóż, rozkaz to rozkaz. Wstałam z krzesła i zwróciłam się w stronę wyjścia do głównej hali.
- Zrozumiałam, panie.
- *śmiech* Od jakiegoś czasu jesteś trochę spięta, nieprawdaż? Coś cię trapi?
Zatrzymałam się na chwilę. Udałam, że się w ogóle nie przejęłam.
- Nie.
---
Po przygotowaniu jadalni według polecenia tego anioła wróciłam do kuchni, by upiec ciasto. Miałam dużo możliwości zważywszy na ilość zakupionych składników. Postanowiłam jednak nie szaleć zbytnio i zrobić prosty wypiek,który zaskoczy swoją doskonałością. Karpatka.
W trakcie robienia kremu, zauważyłam że dalej siedzi na krześle. Albo znowu.
- To co tam upichcisz?
- Karpatkę. Nie przeszkadzaj, młotku.
- Haha... Szkoda, bo wiem już, w czym tkwi twój problem.
Chwyciłam nóż kuchenny i precyzyjnie wycelowałam w jego głowę. Jednak on tak samo precyzyjnie złapał go dosłownie milimetr przed jego skronią.
- Tak tego nie załatwimy - znów na jego twarzy wykrzywił się ten nieludzki uśmiech.
- Domagam się większego szacunku jako że jestem twoją jedyna służącą. Chcę także wiedzieć o wszystkich niezapowiadanych mi zdarzeniach. I jeszcze jedno ... Chcę znać twoje imię, aniele z piekła rodem.
- Co za bezwzględność! tak po prostu powiedziałaś mi, że chcesz podwyżkę... podoba mi się to. Tak więc, zgoda, spełnię twoje trzy życzenia. Od dziś będę bardziej rozmowny i szczery. 'Z piekła rodem' ...hm... Interesujące. Tak więc, nazywaj mnie -...!
Usłyszeliśmy trzask i tłuczenie szyby z jadalni. Szybko pobiegliśmy sprawdzić co się stało.
Wszędzie pełno było kawałków szkła a na stole stały dwie osoby, dziewczyna i chłopak.
Ona miała długie, czerwone włosy i szmaragdowe oczy, ubrana w sukienkę i trzymająca coś na wzór włóczni, wyglądała conajmniej jak złowroga wiedźma. On, ubrany na czarno z założonym na głowę kapturem pokrytym kremowym włosiem i z ...uszami królika (?), spod którego widać było jego szarawe włosy i czerwone oczy , z wielkim toporem w ręce spoglądali teraz z chęcią mordu na nas obojga.
- C..Co to jest!? - Zapytałam zaskoczona.
- To nasi goście. Widocznie nie mogli doczekać się podwieczorku.
- Ż...ŻE CO!?
Nagle przede mną w ziemię wbił się topór, na którego rękojeści przykucnął 'Królik'.
- Kagura Inazuma. - wyszeptał , wpatrując się we mnie krwistymi oczami.
- Zostałaś skazana na karę śmierci pod zarzutem podszywania się pod istotę ludzką. - tym razem był to głos dziewczyny. - Radzę Ci, nie stawiaj oporu, bo mój kumpel bardzo lubi takie słodkie trzynastki. Zwłaszcza gdy pieści je swoim toporem - zaśmiała się.
- A..Aki....pieści? - spojrzał na nią z wyrzutem.
Znowu śmiech i kilka ripost. Postanowiłam jednak to zakończyć.
- Wybaczcie, ale nie jestem trzynastką.
- Nie!?
- Nawet na nią nie wyglądam!
- Jak to nie, kurduplu!?
Kurduplu...? Miarka się przebrała. Jednym celnym kopniakiem strąciłam Królika z toporu i sama wyciągnęłam go z podłogi. W tej chwili czerwona rzuciła się na mnie z włócznią.
Obroniłam się jednak przed atakiem i uskoczyłam w bok. Seria pocisków jakiejś energii leciała w moją stronę więc osłoniłam się toporem i odbiłam atak. Zaraz jednak ktoś mocno złapał mnie od tyłu i przyłożył nóż do szyi. Upuściłam topór na ziemię.
- Koniec tego dobrego.
- Co to znaczy fałszywe człowieczeństwo?
Królik puścił mnie i szarpnął za rękę tak, bym spojrzała mu w twarz.
Wskazał na mnie palcem.
- To jest fałszywe człowieczeństwo. Jesteś jedną z nich. Tych 'podludzi', którzy są wielce pokrzywdzeni przez dziurę czasoprzestrzenną, która powstała w waszym wymiarze. Wszyscy dostaliście się tu tylko przez głupie pomyłki Boga.
- Pochodzisz z wymiaru znanego szerzej jako Raj, o którym tu, na Ziemi, wiedzą tylko nieliczni. Złote włosy, piękne, brązowe oczy, niepohamowany intelekt. Jesteście idealni. I ślepo wykonujecie Jego nakazy i pokornie przestrzegacie Jego zakazów. Ludzie bez grzechu, to właśnie wy. Ale nie macie prawa zaśmiecać naszego już i tak zapomnianego przez Boga świata! - Czerwonowłosa pociągnęła mnie za warkocz i przyciągnęła do siebie. - Ale nie martw się, my ten świat oczyścimy z takich zagubionych owieczek. W końcu to nasza praca.
- Nie boj się, nie będzie bolało. Obiecuję - Królik uniósł topór nade mną. I tylko tyle zdołał zrobić.
Nagle oboje upadli na ziemię z krwawiącymi ramionami.
- Heh, nie mówcie, że o mnie zapomnieliście. - szef pomógł mi wstać.
- T-ty...!- czerwona starała się podnieść i dosięgnąć swojej włóczni.
W tej samej chwili chłopak szarżował już z toporem na mojego szefa. Każde cięcie toporem okazało się jednak bezskuteczne, czarnowłosy bronił się tylko ręką i odskakiwał w tył. Ostrze nie dało rady przebić jego skóry. W końcu Królik dostał zwykłą fangę w nos i wylądował w gablocie z zastawą do stołu.
- Shane!!! - dziewczyna ruszyła na szefa, jednak złapał ją za rękę i unieruchomił. Przez chwilę stali w bezruchu, on z twarzą która nie wyrażała nic konkretnego, ona z lekkim rumieńcem na policzkach. Założę się, że przez myśl przeleciało jej coś w stylu ' O mój Boże, trzyma mnie ładny chłopak' niestety zapomniała w jakiej sytuacji się znajduje i wylądowała w tym samym miejscu, co jej wspólnik.
- No to witanie mamy już za sobą- odparł z uśmiechem mój szef. - Teraz rada ode mnie, lepiej nie róbcie takiego bałaganu, ta dziewczyna naprawdę się napracowała żeby was jak najlepiej powitać.
I ciekawe kto będzie musiał to sprzątać...
- Kim...kim ty jesteś?...- Królik wstał obolały, zrzucając z siebie czerwoną, która jęknęła coś pod nosem.
- Ja? - szef schował ręce do kieszeni. - Jestem aniołem.
Na te słowa nasi goście zrobili przerażoną minę.
- T... to niemożliwe - wydukała dziewczyna.
- Haha... więc wy też nie wierzycie?
To mówiąc, cofnął się trochę i uśmiechnął szyderczo. W jednej sekundzie zza jego pleców ukazały się ogromne skrzydła, pokryte czarnym pierzem.
Hm. A więc jednak nie kłamał.
Nie będę mogła zasnąć przez tą moją wyobraźnię teraz. D: Jak możesz przerywać w takich momentach, sumienia nie masz?
OdpowiedzUsuńWybacz...xD
Usuń