sobota, 14 stycznia 2012

Rozdział 2 : Przebudzenie

Ćwir Ćwir.
- Niech ktoś wyłączy te ptojki...
- Kagura.
Drgnęłam. A więc jednak to nie był sen.
- Już wstaję... - podniosłam się do siadu i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Ściany były pokryte ciemno brązowymi panelami z akcentami czerwieni. Wisiały na nich obrazy w złotych ramach. Łóżko wyglądało jak jedno z tych 'królewskich', aczkolwiek zdaję sobie sprawę że w tej posiadłości była to zwykła sypialnia dla gości. Osoby, która wywołała moje imię nie było w pomieszczeniu. Tak jak myślałam, nic już nie będzie normalne. Nawet mój domniemany 'szef' chowa się przede mną po kątach.
Na krześle wisiał mój szkolny mundurek. Na łóżku jednak zauważyłam coś innego. Sukienka...nie...strój.......pokojówki....?
Nadęłam usta i wypuściłam z nich powietrze. Założyłam swój mundurek i wzięłam do ręki te szmaty.
Wychyliłam się zza drzwi. Korytarze ciągnęły się w obie strony, na końcu jednego znajdowało się okno i jeszcze 2 pokoje, drugi prowadził na schody i dalej znajdowały się kolejne 3 pokoje i okno. Skierowałam się na schody. Wisiał tam wielki obraz , sięgający od podłogi do sufitu, też w złotej ramie. Widniała na nim sylwetka kobiety w obficie rozłożystej, czarnej sukience.
-Była właścicielka tego lokalu.
Usłyszałam, lecz znowu nie zobaczyłam. Bawi się ze mną w ciepło-zimno?
- Zabiłeś ją? - zapytałam pewnym głosem.
-Nie, zmarła na raka . - Poczułam zimny oddech na plecach. Gwałtownie się odwróciłam. Tym razem zobaczyłam wielki żyrandol ze świecami przywieszony do sufitu na łańcuchu.  Spojrzałam poniżej, między schody a żyrandol i ujrzałam masywne frontowe drzwi. Po schodach aż do drzwi ciągnął się krwisto czerwony dywan. A jego nadal nie widziałam.
- Jaka szkoda. - westchnęłam.
- Szkoda ?
- Tej kobiety. Taki dom i uroda.
- Phi. ile jeszcze będę na ciebie czekał?
Zmarszczyłam brwi.
- Już idę.
Skierowałam się w głąb korytarza. Drugie, trochę większe od innych drzwi zastałam uchylone. A więc tu się kryjesz.
Weszłam do środka. Znowu czerwony dywan zawiódł mój wzrok nieco wyżej nad podłogę, na biurko z ciemnego drewna, na którym leżała sterta papierów i wieczne pióro. Za biurkiem widać było wielkie drewniane krzesło z czerwonym oparciem.
- Witam, Kagura.
Kruczo-czarne włosy, nie za jasna i nie za ciemna skóra, teraz podpierał brodę na rękach. I ten nieludzki uśmiech. Jednak gdy mnie ujrzał, wstał i podszedł do mnie. teraz dopiero zobaczyłam jego oczy. Ten kolor... niczym demon .
- Pomyłka. Nie jestem demonem.
Przyjrzałam się mu z zaciekawieniem.
- A więc kim?
- Hm. Jestem aniołem.
Bardzo śmieszne. Chociaż demony zapewne nie mają takiego poczucia humoru...
- Na razie nie musisz mi w to wierzyć, z czasem jednak się przekonasz. Przejdźmy jednak do konkretów.
Na twoim prawym oku znajduje się pieczęć, dowód na to , że jesteśmy złączeni kontraktem. Jeżeli spróbujesz sobie go wydłubać, nic ci to nie da, po prostu przestaniesz widzieć. Zapewne w tej chwili też nie sprawia ci ono problemów, jednak z czasem zatracisz zdolność widzenia na to oko. Dlatego nakazuję ci nosić przepaskę na oko i używać go  tylko w ostateczności. Druga rzecz: od dzisiaj pracujesz dla mnie jaki pokojówka . Gdzie jest twój uniform?
- Chyba zwariowałeś...
- O co ci chodzi?
- Mam przed tobą paradować w odsłaniającej to i owo fartuchu!?
- ...Hahaha!
- Nie śmiej się! - Chciałam przyłożyć mu w twarz jednak złapał moją rękę i ścisnął mocno.
- Bunt? Już w pierwszym dniu pracy?
Podchodził do tego bardzo poważnie. Zmarszczył brwi i zrobił niezadowolony grymas. Postanowiłam odpuścić. Oczywiście nie co do stroju pokojówki.
- Nie włożę tego. Mogę znieść wszystko inne , tylko nie to.
Na jego ustach  znów pojawił się ten nieludzki uśmiech.
---

-Szlag by go trafił. Za ciul nie uwierzę, że jest aniołem.- Energicznie zamiatałam przed wejściem do posiadłości. W stroju McDonalda.

1 komentarz: