Wstaliśmy dziś bardzo wcześnie.
Około piątej nad ranem razem z Lordem opuściłam posiadłość.
W mieście, mimo wczesnej pory, roiło się od ludzi. Ulicę, którą otaczały stare kamienice oblegała masa zakłopotanych i przestraszonych przechodniów i mieszkańców jeszcze w pidżamach.
Policja była już na miejscu. Podejrzewam że ci z MIRACLE także.
-Powtarzam, proszę się odsunąć od barierek albo wezwę odpowiednie służby!- krzyczał nerwowo jeden z psów.
Przecisnęłam się miedzy tłumy, by zobaczyć czym się tak zachwycają.
Na deptaku leżała czerwona torebka, którą pewnie ktoś upuścił... i nic poza tym. Nie, chwila. Popiół? Było go pełno nieco dalej do torebki...
Lord już rozmawiał z komisarzem.
- Samozapłon, hę?- wzruszył ramionami. - Myślałem że uważacie to za niemożliwe zjawisko.
Może ktoś wrzucił jej papierosa za kołnierz? - zaśmiał się.
- To wcale nie jest zabawne! Świadkowie zeznają, że szła po lewej stronie wzdłuż kamienic i nikt jej nie śledził czy tez w ogóle szedł w tamta stronę. Po prostu stanęła w płomieniach.
- To ciekawe. Wygląda, jakby wszyscy wiedzieli, że ten chodnik jest nieco gorrrący....
- Na domiar złego, to już trzeci taki przypadek w tym miesiącu!
- Dlatego mnie wezwaliście? Co jest, czyżbyście nie mieli swoich detektywów?
- Kryjemy cię przed MIRACLE, ciesz się, że nie żądamy pieniędzy twojego ojca.
- Nie gorączkujmy się tak, panie komisarzu, zwłaszcza że w pobliżu są 'susły'.
- Co? Niemożliwe...
- Moja partnerka wyeliminowała już dwóch, został jeszcze trzeci przy latarni obok radiowozu.
Komisarz spojrzał w stronę radiowozu i zauważył mężczyznę opierającego się o latarnie, w czarnym smokingu i czarnych okularach. Zaraz jednak upadł martwy na ziemię, a jego ciało zaciągnięto w mroczną uliczkę.
- K-kim wy jesteście! T-to przez was mamy tyle zgłoszeń o zaginięciach ochroniarzy z MIRACLE, prawda!?
- Prawda,nie prawda, kogo to obchodzi. Oni tylko przeszkadzają w waszej i naszej robocie. - Lord machnął ręką. - W każdym bądź razie, mam pytania co do tożsamości ofiar.
- Nie sądzę bym mógł ci udzielić takich informacji....
- Hola, przecież chcesz rozwiązać sprawę bez wtykania się MIRACLE, no nie?
- Ugh... wszystkie ofiary to młode kobiety, każda po rozwodzie...
- Czyli sprawca wybiera rozwódki, które nad ranem wracają z nocnych klubów po dobrej zabawie? Ciekawy incydent...
- Więc sądzisz, że to było zamierzone?
- To oczywiste jak błękit nieba. Porzucony przez żonę mąż ześwirował i chciał sobie wynagrodzić te wszystkie lata dosłownie wypalając nocne zabawy z niewiernych kobiet.
- Ale w dalszym ciągu nie wiemy jak-
- Komisarzu! Znaleźliśmy to w torebce ofiary! - to mówiąc, jeden z funkcjonariuszy podał nam paczkę papierosów. Do każdego z nich przyklejona była niewielka, zielona tasiemka.
- Co to do cholery jest?
- Haa, to chyba nasz sprawca.- odezwał się Lord.
- Że co?
- Spójrzcie na to.- wyciągnął jedną tutkę z paczki i zawołał - Oj, niech wszyscy odsuną się aż pod ściany kamienic. - Wyciągnął zapalniczkę z kieszeni funkcjonariusza policji, odpalił i wyrzucił tutkę przed siebie. ta natychmiast stanęła w płomieniach, które szybko powiększyły się tak, że idealnie mogłyby spalić człowieka żywcem.
Wszyscy spoglądali z niedowierzaniem.
- No więc, komisarzu, pozostało ci tylko znaleźć właściciela tych wspaniałych rozpałek. Nasza praca jest skończona. Idziemy, Kagura.
- Tak jest. - wychyliłam się zza pleców komisarza i ruszyłam za szefem.
- Co- Kiedy ona-!? - Nie zapomnę jego zdziwionej miny. Zabawne.
---
- Spaliłaś kiedyś człowieka żywcem?
Wszyscy zamarli. Ewela, Akir, Shane i mój szef siedzieli razem w ogródku, pijąc herbatę, gdy nagle Lord zwrócił się z tym pytaniem do kotki.
- A co jeśli tak?
- Musisz się specjalnie wysilić, żeby cokolwiek podpalić, prawda?
- ...
Lord podejrzewa Ewele o to przestępstwo...?
- Tak, to prawda... mogę podpalić tylko rzeczy, w których znajduje się odpowiednia ilość węglą lub wodoru. Nigdy nie próbowałam tego na człowieku, bo ilość wodoru i węgla z jakiego się składają jest stanowczo za mała.
- Demony maja jej więcej?
- Znacznie więcej.
- Czyli do podpalenia człowieka... ile węgla musiała byś na niego wysypać?
- Uhh... nie sądzę że bym musiała sypać. Wystarczyłaby łyżka stołowa.
- A żeby stanął cały w płomieniach?
- Musiałabym użyć 'wspomagaczy'
- Innych wybuchowych miksturek?
- Tak.
- Dziękuję za rozmowę.- wstał od stołu i powolnie poszedł do swojego gabinetu.
Zabrałam jego talerz i chciałam iść to sprzątnąć, ale poczułam uścisk na rękawie.
Akir patrzyła na mnie zmartwiona.
- Kagura... Coś się stało?
- Nie musicie się tym przejmowa-
- Ile czasu masz zamiar zmarnować na ukrywanie prawdy? Myślisz że jestem ślepy? Lord i ty. pracujecie dla policji i pomagacie im rozwiązywać sprawy, których sami nie umieją rozwiązać. Przy okazji też usuwacie MIRACLE z miejsca zdarzenia.
Ten głupi królik. Kiedyś go zabiję.
- T-to prawda, Kagura!? - Akir natychmiast wstała z miejsca.
- Prawda, nie prawda. Kogo to obchodzi.
- Tak się składa, że mnie obchodzi! - krzyknęła.- Od kiedy mieszkam tutaj, nie chcę żeby Lord, a tym bardziej ty przede mną czegoś ukrywali!To po prostu nie fair!
- Jesteś zazdrosna.
Wypaliłam tak po prostu. Ale...dlaczego?
- T-to nie prawda! Jak możesz tak mówić, przecież jesteśmy przyjaciółkami.
Co się dzieje?
- Kagura, odpowiedz! Dlaczego mówisz takie wstrętne rzeczy, przecież nic ci nie zrobiłam!.. Nic ci...Kagura...?....
Wszystko staje się...czarne...
---
Otworzyłam oczy. Nadal kręci mi się w głowie... jestem..u siebie w łóżku...
- Nie wstawaj. - usłyszałam głos Lorda. - Zemdlałaś w ogrodzie. Ktoś cię dotykał, gdy byliśmy rano na mieście?
- Uhh...miałam mały problem z drugim 'susłem'...
- Prawdopodobnie wstrzyknął ci coś osłabiającego. Ale nie martw się, zaraz staniesz na nogi.
Pokłóciłaś się z Akir?
- To przez ciebie.
- Wiem, przepraszam. Nie chcę ich w to mieszać. Dlatego wytrzymaj jeszcze trochę, dobrze?
- Nie wiem czy ukrywanie tego to dobry pomysł. Ten głupi królik już wie.
- Nie jest taki głupi, gdyby faktycznie był, to nigdy by go nie wzięli do MIRACLE.
- Tsk.
- Haha, naprawdę go nie lubisz. Ale mniejsza o to, wiem już, kto jest sprawcą.
- ..Nie podejrzewasz chyba ...Eweli?
Odwrócił tylko twarz w drugą stronę.
Nie chciał...patrzeć mi w oczy?
Nie chciał... powiedzieć mi prawdy?
Cóż, zwykle nie jestem specjalnie czepliwy, ale jak widzę kilka specyficznych błędów, to po prostu muszę, muszę powiedzieć. Chodzi o zdanie "W każdym bądź razie, mam pytania co do tożsamości ofiar." "W każdym razie" forma "W każdym bądź razie" nie jest poprawna :P Co do samego opowiadania, to bardzo fajnie piszesz dialogi :3 no nic, czytam następne
OdpowiedzUsuń